Dwa style ilustracji

Jakoś mnie ostatnio wektorowe ilustracje przestały bawić. Postanowiłem poszukać czegoś innego – i na podstawie jednego szkicu stworzyłem dwie ilustracje. Poniżej przedstawiam rezultat “eksperymentu”.
(more…)

Jakoś mnie ostatnio wektorowe ilustracje przestały bawić. Postanowiłem poszukać czegoś innego – i na podstawie jednego szkicu stworzyłem dwie ilustracje. Poniżej przedstawiam rezultat “eksperymentu”.
(more…)
Ciekawe projekty zazwyczaj powstają w ciekawym i inspitującym otoczeniu. Warto miejsce, gdzie pracujemy odpowiednio przygotować – biurko, kresło/fotel (raczej wygodny),lampy, plakaty, obrazy, zabawki (jeżeli ktoś chce zobaczyć naprawdę odjechane miejsca pracy – polecam worthworkingfor.com).
Jeżeli szukasz inspirujących mebli – a nie masz ochoty na 6 godzinne łażenie po sklepach (designerki prestały w tym momencie czytać – jesteśmy sami panowie) – zerknij na lampyy.pl. Jak nazwa wskazuje sprzedają tam lampy:)
Można tam znaleźć ciekawe, niestandardowe projekty – dla każdego stylu coś ciekawego.
Niby lampy nie uważa się za mebel jakoś szczególnie podkreślający charakter wnętrza – a zdaje się całkowicie niesłusznie. Zwłaszcza nocą (kiedy się świeci;) – lampa możne zdecydować o stylu i konwencji całego pomieszczenia.
Ja osobiście nakręciłem się na “styl japoński”. Dwie lampy jak na zdjęciu – a pomiędzy nimi katana.
Wygląda nieźle, a i namolnego klienta postraszyć można;)
Lampy.

Mimo, że Sketchbook nie jest nowy – ja go odkryłem dopiero parę dni temu.
W najprostszym skrócie – Sketchbook to wirtualny ołówek i kartka papieru.
Mimo, że Autodesk (wydawca Sketchbook’a w tej chwili) na swojej stronie pisze, że Sktechbook to “najbogatszy zestaw do malowania i rysowania”, to należy program traktować dokładnie tak jak się nazywa – jako szkicownik.
I jako szkicownik Sketchbook sprawdza się po prostu rewelacyjnie.
Odwzorowanie ołówka jest boskie, całość śmiga i fruwa.
Interface jest tak skonstruowany, że nie trzeba wypuszczać pióra z dłoni – bomba.
Dodajmy do tego obługę .psd – i w sumie więcej do szczęścia nie potrzeba:)
Sketchbook jest w raczej umiarkowanej cenie, ale nie należy do super tanich programów
(za wersję na Mac’a – $100).
Można w tym momencie zapytać, po co wydawać sto baksów na program, który robi tyle co kartka papieru i ołówek. Też tak na początku myślałem, ale zauważyłem jedną rzecz – fakt istnienia warstw, możliwości zapisu wersji i na koniec magiczna kombinacja cmd+z, powodują, że człowiek pozbywa się wszelkich lęków przed eksperymentowaniem.
Rysując szice ołówkiem na papierze nie raz docierałem do momentu “jest dobrze. nie rób nic więcej bo spierdolisz i trzeba będzie zacząć od nowa”. Cyfrowe szkicowanie zdejmuje takie ograniczenia – i można eksperymentować do woli. (co czasami okazuje się fatalne w skutkach – wtedy wywalamy warstwę i po kłopocie).
Mała prezentacja zabawy ze Sketchbook’iem- szkic Wrednej Fińskiej Wiewióry.
Całość w Sketchbook’u zajęła mniej więcej 1.5h
i na koniec (głównie po to, żeby większy traffic na blogu wygenerować) – szkic pólnagiej panienki.

30 dniowy trial Sketchbooka można ściągnąć ze strony producenta:
Od 23 stycznia do 15 lutego będzie we Wrocławiu prezentowana wystawa Designer Toys.
Więcej informacjii na stronie wystawy i na blogu Subnormal.

Wyobraź sobie taką sytuację – projekt, nad którym pracowałeś od dwóch miesięcy ma się ku końcowi, zadowolony z wyników klient czeka z podpisanym czekiem na ostatnie szlify. Siadasz z poranną kawką przy kompie, potykasz się i wylewasz całą zawartość kubka
na laptopa. Tragedia. Twój ukochany laptop nie działa. Potem przypominasz sobie o robionym projekcie – i o tym, że ostatni backup był z 2 miesiące temu (i do tego polegał na skopiowaniu plików do katalogu “backup” na tym samym laptopie, którego właśnie zalałeś).
Scenariusz jest dość przerażający, ale możliwy (oczywiście – można robić zapasowe kopie na wszelkie możliwe sposoby, nie pić przed komputerem i tak dalej – ale czasami shit happens).
Ale można (do pewnego stopnia) spać spokojnie – odzyskiwanie danych z uszkodzonych komputerów jest trudne, ale możlwie. I są ludzie którzy to dla nas zrobią.
Mimo, że odzyskiwanie danych może nie wydawać się tanie – jeżeli weźmiemy pod uwagę wartość naszej pracy (często niemałą;) – to da się takie koszty przeżyć (ale zdecydowanie lepiej nie zalewać laptopów i robić częste backup’y na zewnętrzny serwer).
Linki do stron, które się tym profesjonalni zajmują:
odzyskiwanie danych
odzyskiwanie danych
W zeszłą sobotę odbył się w Starym Browarze 13 Barcamp.

Odnotowywuję to właściwie z kronikarskiego obowiązku – bo za dużo ciekawych rzeczy to się na tym Barcampie nie pojawiło.
Gwoździem programu była prezentacja Jakuba Zielińskiego – na ciekawy temat, na poziomie, bomba po prostu.
Drugim ciekawym punktem była prezentacja nowej cyklicznej imprezy jaka będzie w Poznaniu organizowana – TechShow. Zapowiada się ciekawie – więcej na techshow.pl.
Reszta prezentacji niestety mnie nie powaliła – ale cóż, może się za wybredny robię.
No i stało się to co od dawna było do przewidzenia – sprawiłem sobie iPhone’a.
Post piszę na gorąco – rozpakowałem go 3h temu.
Temat pierwszy – karta SIM.
Gdybym nie wiedział, że to jest problem to byłby to problem;).
Na szczęście na youtube’ie się roi od fimów jak wsadzić kartę SIM do iPhone’a.
Temat drugi – rejestracja.
Niestety aby zarejestrować iPhone’a i korzystać z App Store’a trzeba pokazać Apple kartę kredytową (żadna z moich dwóch płaskich, ani eKarta mBank’u nie weszła – potrzebna wypukła).
Trochę żal – bez karty kredytowej nie można ściągnąć nawet tych aplikacji, które są Free.
Temat trzeci – aparat.
Czytałem w necie narzekania – jaki to iPhone ma do bani aparat.
W moim dotychczasowym k800i aparat był ekstra (tak mi się wydawało przynajmniej).
Poniżej fotki tego samego biurka – jedna z k800i, druga z iPhone’a. Światło było to samo.
Sony Ericsson k800i

Iphone

To zdaje się obala tezę o kiepskości aparatu w iPhone’ie
Temat czwarty – iPod
Miód, cud, malina – muza gra jak trzeba ;)
Temat piąty – synchronizacja
Na Mac’u poszło jak marzenie – zaczytał wszystko co było potrzebne z kontaktów, kalendarza, zakładek w Safari i jeszcze parę innych rzeczy. Pod wi-fi też się bezproblemowo podłączył
Temat szósty – mapy
Pokazało, że jestem tam gdzie jestem. No to chyba o to chodzi głównie:)
Temat siódmy – email
Ogólnie fail – przez 5 minut weryfikował dane mojego konta i wypluł potem info, że “certifikat dla (null) jest nieważny”. Fajnie…
Na koniec małe podsumowanie – po trzech godzinach zabawy z iPhonem, stwierdzam, że jest cudny, piękny i wspaniały. Ale dzwonić jeszcze z niego nie mogę…
Spotkania na Skype’ie. Klient ma do przekazania swoje ważne, cenne uwagi.
Siadamy przed kompem – oczywiście trzeba z tego zrobić notatki.
Oto co wynika z połączenia pustej kartki, pióra i wyłączenia na pewnien czas świadomości (w końcu potakiwać można bezwiednie).
Dzięki Dante’mu Designer Blog ma nową skórę.
Mnie się podoba bardziej niż stara (w końcu sam robiłem ;) – a na wasze opinie czekam w komentarzech.
Ogólnie – zmiany nadchodzą wielkimi krokami nie tylko w kwestii wyglądu tej strony – ale to zupełnie inny temat.
Jakiś czas temu miałem okazję odwiedzić muzeum sztuki nowoczesnej EMMA w Espoo (Finlandia).
Sztuka nowoczesna – jak to sztuka nowoczesna – niepokojąca, zachwycająca, estetyczna i w dużej części totalnie niezrozumiała.
Co mnie jednak zaciekawiło – w muzeum znalazła się osobna sekcja dla dzieci.
W sporej sali (pod okiem pań muzelniczek – jak przystało na muzeum sztuki nowoczesnej w większości przypadków były to “punk’ówy” z różowym irokezem) znajdowały się stare zabawki, ilustracje do książek dla dzieci – a obok tego “normalne”, niemuzealne zabawki. (z drugiej strony w muzeum sztuki nowoczesnej w sumie wszystko może być eksponatem;).
Było akurat sobotnie przedpołudnie – do muzeum ciągnęły dość spore tłumy ludzi – rodzice pozostawiali pociechy pod opieką i szli się ukulturalnić, a dzieci przyswajały sobie w tym czasie “sztukę” w bezbolesny dla siebie sposób (przez zabawę).
I wyjdę teraz lekko na zgreda – ale czemu w Polsce nie dałoby rady wprowadzić czegoś podobnego?
Na koniec jeszcze link do strony wspomnianego muzeum.